Wypiłam więcej niż chłopak, ale dalej czułam się trzeźwa. Może jedynie się ciągle uśmiechałam, a moje mięśnie tak się rozluźniły, że nie miałam sił, a może ochoty walczyć z Rhys'em, który właśnie zaciągnął mnie do tańca. Uśmiechnął się, a ja go zmierzyłam zabójczym wzrokiem. Nie przepadałam za tańczeniem, osobiście wolałam taniec na czyimś rozwalonym samochodzie lub na krawędzi dachu, ale na parkiecie? To nie to samo. Ale miał rację, sama bym nie wstała. Odstawiłam drink na stole gdy go dopiłam do końca, po czym wyrwałam rękę z jego uścisku i poszłam o własnych siłach za nim. Wyglądał jakby na zadowolonego. W sumie też bym się cieszyła, gdyby dziewczyna mnie nie zabiła, tylko zatańczyła.
- Ale potem zatańczymy tam, gdzie ja chce - oświadczyłam mu nachylając się nad jego uchem. Zgodził się z dziwnym uśmiechem. Oby mu się podobał kraniec dachu z trzydziestometrowego bloku. Owy budynek znajduje się blisko mojego domu, więc szybko pójdzie. Albo spadnie, albo przeżyje. Zobaczymy, ale wracając do tego wszystkiego, co znajdowało się obok mnie... tak. Zdecydowanie wolę dachy, niż parkingi. tutaj trzeba znaleźć swoje miejsce, wcisnąć się gdzieś, ewentualnie wejść komuś na nogę lub popchać go, aby się odsunął i dopiero wtedy możesz tańczyć. Tańczyliśmy do szybkiej muzyki, zapomniałam już o tych wszystkich ludziach, którzy na początku się na mnie pchali. Napotykając mój wzrok odsuwali się, a ja z Rhys'em mieliśmy miejsce do tańczenia. Nie wiem czy to dobrze, ale nie będę w to wnikać.
- Gdzie masz ochotę potem zatańczyć? - zapytał. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Zobaczysz, jak odwieziesz mnie do domu - odpowiedziałam. Nie chciałam mu zdradzać tak pięknej niespodzianki. - Coś za coś, pamiętaj chłopie - powiedziałam mu do ucha.
<Rhys? Jakiś haczyk musiał być XD>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 grudnia 2016
wtorek, 27 grudnia 2016
Od Lauren Cd Rhys'a
Uśmiechnęłam się lekko rozbawiona. Rzucić szkołę i zacząć pracować, no ślicznie. Bawi mnie tylko to, że zrobił to dla siostry. Mam do tego takie nastawienie pewnie dlatego, że nigdy nie miałam rodziny i nie wiem co to takiego. Najwidoczniej bardzo dobrze. Nie była bym "odrzucona" - jeśli można to tak nazwać - przez własnych rodziców, a to tyko dlatego, ze drugi członek rodziny zginął.
- To nieźle. Ja tutaj żyję od lat - mieszając ciecz w szklance przypatrywałam mu się przez ściankę szklanki, która zabawnie mu zniekształcała głowę.
- Twoi rodzice też tutaj mieszkają? - zapytał, na co obojętnie wzruszyłam ramionami.
- Ta, sierociniec znajduje się na drugim końcu miasta - dopiłam do końca swój alkohol, po czym wstałam. - Idę po jeszcze - oznajmiłam i nie czekając na jego sprzeciw "ja pójdę!" czy coś tam, skierowałam się w stronę baru. Tam podałam pusta szklankę, do której nalałam kolejnej porcji. Chwyciłam szklankę i zaczęłam wracać, gdy kątem oka zobaczyłem znaną mi burze włosów, a następnie ten egoistyczny wzrok. Chwilę mierzyłam się ze spojrzeniem chłopaka z sierocińca, po czym znudzona wróciłam do Rhys'a.
- Co jeszcze masz ciekawego do opowiadania? - zapytałam zakładając nogę na nogę.
<Rhys?>
- To nieźle. Ja tutaj żyję od lat - mieszając ciecz w szklance przypatrywałam mu się przez ściankę szklanki, która zabawnie mu zniekształcała głowę.
- Twoi rodzice też tutaj mieszkają? - zapytał, na co obojętnie wzruszyłam ramionami.
- Ta, sierociniec znajduje się na drugim końcu miasta - dopiłam do końca swój alkohol, po czym wstałam. - Idę po jeszcze - oznajmiłam i nie czekając na jego sprzeciw "ja pójdę!" czy coś tam, skierowałam się w stronę baru. Tam podałam pusta szklankę, do której nalałam kolejnej porcji. Chwyciłam szklankę i zaczęłam wracać, gdy kątem oka zobaczyłem znaną mi burze włosów, a następnie ten egoistyczny wzrok. Chwilę mierzyłam się ze spojrzeniem chłopaka z sierocińca, po czym znudzona wróciłam do Rhys'a.
- Co jeszcze masz ciekawego do opowiadania? - zapytałam zakładając nogę na nogę.
<Rhys?>
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Od Lauren Cd Rhys'a
O nie. Jeśli myśli sobie, że zabierze mi wolny wieczór, a na dodatek niczego ze mną nie wypije, jest w błędzie. Soczek pomarańczowy bez mojego towarzystwa, albo alkohol w moim. Niech wie, że przy mnie nie można być bezpiecznym. Dla mnie to słowo nie istnieje.
Na jego pytanie wzruszyłam ramionami popijając drink.
- Niczym - odchyliłam głowę do tyłu i wsłuchałam się w muzykę. Było dość dobra, podobała mi się, ale była niczym, w porównaniu do mojego ulubionego ciężkiego systemu, który uwielbiam. Co zabawniejsze, zasypiam przy nim. - Od trzech miesięcy jestem u Thomas'a na "nauce" - cudzysłów pokazałam palcami. Niestety odpowiednie słowo wyskoczyło w mojej głowy. Staż? Nie... - Przed tym utrzymywałam się z pracy w jakimś fast foodzie, aż nie wytrzymałam i nie rozwaliłam im całej budy - uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie. Najpierw kłótnia z szefem, a potem rozwalanie im całego lokalu. Chwilę... za co to było... a tak! Za podrzucenie mi pigułki do napoju, a następnie wykorzystanie mnie. Skurwi*l. Mam nadzieję, że jeszcze leży w szpitalu w śpiączce. Może za jakiś czas się tego dowiem, a jeśli odpowiedź jest błędna, zniszczę mu życie. - Potem sobie dorabiałam gdzie się dało - skończyłam okładając drinka na stół i oglądając się po lokalu. Jak widzę był dość popularny, w końcu nie wszędzie wita tylu ludzi jak tu. Nie było to duża liczba, ale też nie mała. Dla mnie akurat.
- Za co rozwaliłaś fast food? - zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy chłopak biorąc do ust łyk napoju. Spojrzałam na niego nieco znudzona jego pytaniem.
- Zgwałcił mnie skur*iel, dzięki jebanej tabletce - fuknęłam zła. - I wiesz co? Mam nadzieję, że jeszcze leży w śpiączce - ponownie odchyliłam głowę do tyłu wsłuchując się w muzykę. - Teraz ty mów - nakazałam palcem.
<Rhys?
Na jego pytanie wzruszyłam ramionami popijając drink.
- Niczym - odchyliłam głowę do tyłu i wsłuchałam się w muzykę. Było dość dobra, podobała mi się, ale była niczym, w porównaniu do mojego ulubionego ciężkiego systemu, który uwielbiam. Co zabawniejsze, zasypiam przy nim. - Od trzech miesięcy jestem u Thomas'a na "nauce" - cudzysłów pokazałam palcami. Niestety odpowiednie słowo wyskoczyło w mojej głowy. Staż? Nie... - Przed tym utrzymywałam się z pracy w jakimś fast foodzie, aż nie wytrzymałam i nie rozwaliłam im całej budy - uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie. Najpierw kłótnia z szefem, a potem rozwalanie im całego lokalu. Chwilę... za co to było... a tak! Za podrzucenie mi pigułki do napoju, a następnie wykorzystanie mnie. Skurwi*l. Mam nadzieję, że jeszcze leży w szpitalu w śpiączce. Może za jakiś czas się tego dowiem, a jeśli odpowiedź jest błędna, zniszczę mu życie. - Potem sobie dorabiałam gdzie się dało - skończyłam okładając drinka na stół i oglądając się po lokalu. Jak widzę był dość popularny, w końcu nie wszędzie wita tylu ludzi jak tu. Nie było to duża liczba, ale też nie mała. Dla mnie akurat.
- Za co rozwaliłaś fast food? - zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy chłopak biorąc do ust łyk napoju. Spojrzałam na niego nieco znudzona jego pytaniem.
- Zgwałcił mnie skur*iel, dzięki jebanej tabletce - fuknęłam zła. - I wiesz co? Mam nadzieję, że jeszcze leży w śpiączce - ponownie odchyliłam głowę do tyłu wsłuchując się w muzykę. - Teraz ty mów - nakazałam palcem.
<Rhys?
niedziela, 11 grudnia 2016
Od Lauren Cd Rhys'a
Przedstawiłam mu moje zwierzaki, po czym podeszłam do węża. Jemu wrzuciłam do środka dosyć sporą mysz. Wtem między moje nogi wbiegł czarna kotka. Popatrzyłam na nią z lekkim uśmiechem, po czym się schyliłam. Zamiauczała, na co krótko ją podrapałam za uchem, a następnie wsypałam jej karmę do miski. Chłopak rozglądał się po moim mieszkaniu, wiec go ignorowałam. Nakarmiłam jeszcze tarantule, po czym podeszłam do Rhys'a.
- Już – oznajmiłam biorąc w ręce torebkę. - Idziemy? - zapytałam, na co chłopak skinął głową, po czym wyszedł z domu. Zamknęłam drzwi na klucz wypuszczając jeszcze kota na zewnątrz. Weszliśmy do windy, po czym zjechaliśmy na dół, na początku bez słowa. Dopiero na zewnątrz chłopak się odezwał.
- Masz jakiś wymarzony bar, czy pozwolisz, abym sam coś wybrał? - zapytał. Wzruszyłam ramionami wsiadając do samochodu, w którym otworzył mi drzwi. Po chwili chłopak znalazł się za kierownicą.
- Wykaż się - powiedziałam w końcu. Skinął głowa, po czym odpalił samochód zapinając pasy. Spojrzał na mnie. Ja, jak to ja, nigdy ich nie zapinałam, bo czułam dziwny ucisk. Rhys popatrzył na mnie, a potem sięgnął w moją stronę dłonią. Przyłożyłam rękę do jego twarzy, aby się odsunął.
- Zapnij pasy - powiedział po czym się odsunął.
- Nie - mruknęłam zakładając nogę na nogę. - Jedź - rozkazałam.
Chwilę nic nie robił przyglądając mi się, aż w końcu westchnął zrezygnowany i nacisnął gaz. Byłam ciekawa czy uległ dlatego, że miał dość, czy po prostu się mnie bał. Nie wiem i raczej się nie dowiem.
<Rhys? Spróbuj zacząć temat xd>
- Już – oznajmiłam biorąc w ręce torebkę. - Idziemy? - zapytałam, na co chłopak skinął głową, po czym wyszedł z domu. Zamknęłam drzwi na klucz wypuszczając jeszcze kota na zewnątrz. Weszliśmy do windy, po czym zjechaliśmy na dół, na początku bez słowa. Dopiero na zewnątrz chłopak się odezwał.
- Masz jakiś wymarzony bar, czy pozwolisz, abym sam coś wybrał? - zapytał. Wzruszyłam ramionami wsiadając do samochodu, w którym otworzył mi drzwi. Po chwili chłopak znalazł się za kierownicą.
- Wykaż się - powiedziałam w końcu. Skinął głowa, po czym odpalił samochód zapinając pasy. Spojrzał na mnie. Ja, jak to ja, nigdy ich nie zapinałam, bo czułam dziwny ucisk. Rhys popatrzył na mnie, a potem sięgnął w moją stronę dłonią. Przyłożyłam rękę do jego twarzy, aby się odsunął.
- Zapnij pasy - powiedział po czym się odsunął.
- Nie - mruknęłam zakładając nogę na nogę. - Jedź - rozkazałam.
Chwilę nic nie robił przyglądając mi się, aż w końcu westchnął zrezygnowany i nacisnął gaz. Byłam ciekawa czy uległ dlatego, że miał dość, czy po prostu się mnie bał. Nie wiem i raczej się nie dowiem.
<Rhys? Spróbuj zacząć temat xd>
środa, 7 grudnia 2016
Od Lauren Cd Rhys'a
Dziwny chłopak. Normalni mnie się boją, co mi odpowiada, a on wydaje się całkowicie inny. I sama nie wiem czy to dobrze, czy źle. Ale może się przynajmniej po tym drinku odczepi? Po za tym jestem pewna na sto procent, że nie złapiemy żadnego tematu, dlatego też szybko się mną znudzi, a ja będę miała pretekst, aby skończyć szybciej to spotkanie. W końcu kto za mnie wysłucha tej pięknej strzelaniny z więzienia?
Wróciłem na swoją ukochaną kanapę, która wcześniej zajmował chłopak. Gdy Thomas skończył swoją pracę na nodze kobiety, usiadł obok mnie.
- A ja myślałem, że nie umawiasz się na randki - zaśmiał się lekko szturchając mnie w ramię. Odwróciłam wzrok zirytowana.
- Wiesz, po tym ma się koleś ode mnie odczepić - położyłam głowę zamykając oczy.
- I ty mu niby wierzysz - zaśmiał się ironicznie.
Potem chyba przez godzinę gadałam. Pierwszy temat było o tym, że po co mi facet. Z niego zeszłam do homoseksualizm u kobiet, a następnie na temat domu. Ta... A niby nie potrafię z nikim nawiązać rozmowy. Chyba, że to ja gadam, usta mi się nie zamykają i prowadzą swój ukochany monolog, który praktycznie mi w ni czym nie przeszkadza.
W końcu nadszedł czas końca mojej pracy. Wyszłam dziesięć minut przed czasem. Thomas stwierdził, ze nie mogę się spóźnić na "randkę", po której go uderzyłam. No dobra, prawie. Zamachnęłam się, ale zrobił tylko unik, przez co uderzyłam w ścianę, haratając sobie dłoń. myłam ją i założyłam swoje ulubione rękawiczki bez palców, które niestety nie zakrywały lekkich cięć na palcach. Ale kogo to by obchodziło. Gdy tylko wyszłam z progu zakładając na ramię torebkę, obok mnie podjechał czarny samochód, a w nim mężczyzna z okularami przeciwsłonecznymi. Rozpoznałam go dopiero wtedy, gdy wyszedł z samochodu. Popatrzyłam na Rhys'a, po czym na samochód. Przypominają sobie jego ostatnią wypowiedź odpowiadał mu teraz, aby jednak mnie zawiózł na chwilę do domu.
- Musze nakarmić zwierzaki - powiedziałam zakładając ręce na krzyż na piersi. Dalej patrzyłam się na maszynę. Była na prawdę piękna. Aż zachciało mi się chwycić kij bejsbolowy i zniszczyć go... mam taką słabość do zajebistych samochodów.
<Rhys?>
Wróciłem na swoją ukochaną kanapę, która wcześniej zajmował chłopak. Gdy Thomas skończył swoją pracę na nodze kobiety, usiadł obok mnie.
- A ja myślałem, że nie umawiasz się na randki - zaśmiał się lekko szturchając mnie w ramię. Odwróciłam wzrok zirytowana.
- Wiesz, po tym ma się koleś ode mnie odczepić - położyłam głowę zamykając oczy.
- I ty mu niby wierzysz - zaśmiał się ironicznie.
Potem chyba przez godzinę gadałam. Pierwszy temat było o tym, że po co mi facet. Z niego zeszłam do homoseksualizm u kobiet, a następnie na temat domu. Ta... A niby nie potrafię z nikim nawiązać rozmowy. Chyba, że to ja gadam, usta mi się nie zamykają i prowadzą swój ukochany monolog, który praktycznie mi w ni czym nie przeszkadza.
W końcu nadszedł czas końca mojej pracy. Wyszłam dziesięć minut przed czasem. Thomas stwierdził, ze nie mogę się spóźnić na "randkę", po której go uderzyłam. No dobra, prawie. Zamachnęłam się, ale zrobił tylko unik, przez co uderzyłam w ścianę, haratając sobie dłoń. myłam ją i założyłam swoje ulubione rękawiczki bez palców, które niestety nie zakrywały lekkich cięć na palcach. Ale kogo to by obchodziło. Gdy tylko wyszłam z progu zakładając na ramię torebkę, obok mnie podjechał czarny samochód, a w nim mężczyzna z okularami przeciwsłonecznymi. Rozpoznałam go dopiero wtedy, gdy wyszedł z samochodu. Popatrzyłam na Rhys'a, po czym na samochód. Przypominają sobie jego ostatnią wypowiedź odpowiadał mu teraz, aby jednak mnie zawiózł na chwilę do domu.
- Musze nakarmić zwierzaki - powiedziałam zakładając ręce na krzyż na piersi. Dalej patrzyłam się na maszynę. Była na prawdę piękna. Aż zachciało mi się chwycić kij bejsbolowy i zniszczyć go... mam taką słabość do zajebistych samochodów.
<Rhys?>
niedziela, 4 grudnia 2016
Od Lauren Cd Rhys'a
No i super. Kolejny tatuaż dobrze wyszedł z czego byłam zadowolona, ale po co on tu siedział? Okropnie mi się nudziło, gdy gadali. Chciałam nawet uderzyć Thomas'a, że mówił mu coś o mnie, ale to chyba by źle wyszło. E... raczej nie. Gdy zszedł na temat tego co lubię, podeszłam do niego i go zepchnęłam z krzesła. Nie spodziewał się tego, tak więc wylądował na ziemi, co mi nieco poprawiło humor. Chociaż lepiej bym się czułą, gdyby ten klient leżał na ziemi i najlepiej nie mógł wstać. Chciałam już wracać do siebie i wsłuchać się, jak zabijają więźniów. Ten głośny huk pistoletu i słodkie krzyki przerażonych ludzi jest muzyką dla moich uszu.
Do salonu weszła kolejna kobieta, mniej więcej starsza ode mnie.
- Teraz twoja kolej - mruknęłam do leżącego chłopaka siadając na jego miejscu. Tak, wiem, że jestem u niego na praktykach, ale on wie jaka jestem. Na chama musiałam mu gadać co nieco o sobie, a po dwumiesięcznym pracowaniu ze sobą, sam się domyślić,a raczej poczuł jaka jestem. Z jednej strony zdenerwowały mnie jego słowa, ale w sumie dzięki temu tu jeszcze siedzę - "lubię takie laski". Wtedy byłam bliska połamania mu czegoś, ale zależało mi na tej pracy.
Thomas wstał z ziemi i popatrzył na kobietę, która czekała na kogoś, kto zrobi jej tatuaż. Chłopak przewrócił oczami i czochrając mnie po głowie wyminął mnie i stanął przy kobiecie. Posłała mu mordujące spojrzenie. Nienawidziłam gdy ktoś dotykał moich włosów.
- A ty czego chcesz jeszcze? - zapytałam odwracając się w stronę... Rhys'a. Chyba tak się nazywał.
<Rhys?>
Do salonu weszła kolejna kobieta, mniej więcej starsza ode mnie.
- Teraz twoja kolej - mruknęłam do leżącego chłopaka siadając na jego miejscu. Tak, wiem, że jestem u niego na praktykach, ale on wie jaka jestem. Na chama musiałam mu gadać co nieco o sobie, a po dwumiesięcznym pracowaniu ze sobą, sam się domyślić,a raczej poczuł jaka jestem. Z jednej strony zdenerwowały mnie jego słowa, ale w sumie dzięki temu tu jeszcze siedzę - "lubię takie laski". Wtedy byłam bliska połamania mu czegoś, ale zależało mi na tej pracy.
Thomas wstał z ziemi i popatrzył na kobietę, która czekała na kogoś, kto zrobi jej tatuaż. Chłopak przewrócił oczami i czochrając mnie po głowie wyminął mnie i stanął przy kobiecie. Posłała mu mordujące spojrzenie. Nienawidziłam gdy ktoś dotykał moich włosów.
- A ty czego chcesz jeszcze? - zapytałam odwracając się w stronę... Rhys'a. Chyba tak się nazywał.
<Rhys?>
sobota, 5 listopada 2016
Od Lauren cd. Rhys'a
Skinęłam głową przypatrując się dacie, a następnie miejscu, na którym mam go zrobić. Raczej źle nie będzie. Już wiele razy robiłam ozdobne napisy, a cyfry są jeszcze łatwiejsze.
- Dobra - odparłam.
Usiadł na fotelu, a ja na przeciwko niego. Thomas oznajmił, że idzie zrobić sobie kawę. Rzuciłam mu szybko, aby dla mnie też zrobił. Tak samo jak dla klienta, tak wiec wychodzi na to, że Thomas robi dla wszystkich. Chwyciłam w dłoń urządzenie. Spojrzałam jeszcze raz na datę, po czym rozpoczęłam pracę.
- Jak masz na imię? - jego głos był spokojny. Widać, że bł przyzwyczajony do robienia tatuaży, ponieważ jego twarz całkowicie była pozbawiona oznak bólu. Nie spodobało mi się to. Wolałam, gdy ludzie zagryzali usta, albo tłumili w sobie krzyk bólu. To była po prostu muzyka dla moich uszu.
- Lauren - odparłam skupiona na cyfrach, aby nie pomylić ich. Kiedyś zdarzało mi się pomylić ósemkę z szóstką, a tego bym chciała uniknąć. Nie mam zamiaru płacić kolesiowi za usunięcie, albo za nowy tatuaż, w postaci rekompensacji.
- Ładne imię - pochwalił z delikatnym uśmiechem. Nie zwróciłam na to uwagi. Przedstawił się jako Rhys, na co jedynie skinęłam głową. Nie miałam czasu na pogaduszki, byłam całkowicie skupiona na tatuażu. Dopiero zaczynam, niech nie myśli sobie, że wyprowadzi mnie z równowagi, abym zniszczyła mu tatuaż i żeby dostał za to kasę. O nie.
Minęło paręnaście minut, aż skończyłam. Przez ten czas kawa była gotowa, a ja z ulgą stwierdziłam, że nie pomyliłam żadnej cyfry. Dodałam parę zawijasów i takich tam, ale jak chłopak powiedział, nie przesadziłam. Według mnie, nie było źle, było nawet dobrze.
- Idzie ci coraz lepiej - usłyszałam głos Thomasa za ladą. Minimalnie się uśmiechnęłam zadowolona pracą. - I jak ci się podoba Rhys? - skierował się do chłopaka.
<Rhys?>
- Dobra - odparłam.
Usiadł na fotelu, a ja na przeciwko niego. Thomas oznajmił, że idzie zrobić sobie kawę. Rzuciłam mu szybko, aby dla mnie też zrobił. Tak samo jak dla klienta, tak wiec wychodzi na to, że Thomas robi dla wszystkich. Chwyciłam w dłoń urządzenie. Spojrzałam jeszcze raz na datę, po czym rozpoczęłam pracę.
- Jak masz na imię? - jego głos był spokojny. Widać, że bł przyzwyczajony do robienia tatuaży, ponieważ jego twarz całkowicie była pozbawiona oznak bólu. Nie spodobało mi się to. Wolałam, gdy ludzie zagryzali usta, albo tłumili w sobie krzyk bólu. To była po prostu muzyka dla moich uszu.
- Lauren - odparłam skupiona na cyfrach, aby nie pomylić ich. Kiedyś zdarzało mi się pomylić ósemkę z szóstką, a tego bym chciała uniknąć. Nie mam zamiaru płacić kolesiowi za usunięcie, albo za nowy tatuaż, w postaci rekompensacji.
- Ładne imię - pochwalił z delikatnym uśmiechem. Nie zwróciłam na to uwagi. Przedstawił się jako Rhys, na co jedynie skinęłam głową. Nie miałam czasu na pogaduszki, byłam całkowicie skupiona na tatuażu. Dopiero zaczynam, niech nie myśli sobie, że wyprowadzi mnie z równowagi, abym zniszczyła mu tatuaż i żeby dostał za to kasę. O nie.
Minęło paręnaście minut, aż skończyłam. Przez ten czas kawa była gotowa, a ja z ulgą stwierdziłam, że nie pomyliłam żadnej cyfry. Dodałam parę zawijasów i takich tam, ale jak chłopak powiedział, nie przesadziłam. Według mnie, nie było źle, było nawet dobrze.
- Idzie ci coraz lepiej - usłyszałam głos Thomasa za ladą. Minimalnie się uśmiechnęłam zadowolona pracą. - I jak ci się podoba Rhys? - skierował się do chłopaka.
<Rhys?>
środa, 2 listopada 2016
Od Lauren
Machałam beztrosko nogami siedząc na jakimś murku, który był porośnięty lianami i mchem. Mój wzrok tkwił w różowym kwiecie, który wydawał się zwyczajną rośliną. Tak naprawdę to ten kwiat jest mięsożercą. Gdy obok niego przechodzi jakieś żywe stworzenie z mięsa i kości, wypuszcza swoje korzenie na powierzchnie, łapie ofiarę i rozrywa ją na szczątki zjadając ją. Polubiłam ten kwiat.
- Takie agresywne, a takie piękne - odparłam z uśmiechem, jednak nie otrzymałam odpowiedzi. Roślina się nie ruszyła. Odchyliłam się do tyłu, prawie że wypadając z murku, jednak tak naprawdę mogłam sobie wychylać się ile chce, to i tak utrzymam równowagę. A po za tym jeśli spadnę to co?
Burczenie w brzuchu przerwało mój spokój, który zdecydowanie trwał za długą. Strasznie mi się nudziło, więc zaczęłam rozmyślać, no ca by zapolować. Może i cała ziemia jest zainfekowana jakimiś bzdetami, to jednak są jakieś malutkie zwierzaczki jadalne. Przez głód nawet nie zdążyłam się namyśleć, więc tylko zeskoczyłam z cegieł i się rozejrzałam.
- Głodna jestem - powiedziałam zn udawanym smutkiem patrząc na swój brzuch i go głaszcząc. Jak głupia, wróciłam na porośnięty murek i zaczęłam nim kroczyć z ramionami na bokach. Zamknęłam oczy i szłam prosto przed siebie, nie zwracając na to, że w każdej chwili może mnie coś zaatakować. Po chwili poczułam jak moje palce o coś się wplątują i nagle zaczęłam spadać. Wraz z upadkiem z murka usłyszałam czyjś jęk. Musiałam na kimś wylądować.
A w rzeczywistości spadłam z łóżka. Owinięta jak w kokon kołdrą leżałam na ziemi parę minut, gdy nagle do moich uszu nie doszedł dźwięk dzwonka. Nienawidziłam go. Od razu wstałam i się uwolniłam, po cym wyłączyłam budzik wywalając go z biurka. Znowu bateria wypadła, ale się nie stłukł. Patrzyłam na ten przedmiot z ironią w oczach, po czym się rozciągnęłam. Podniosłam przedmiot i go złożyłam. Po postawieniu tego czegoś na miejscu, poszłam do łazienki. Tam nalałam wody do zlewu, w którym leżał Mort. Umyłam twarz i ręce oraz ogarnęłam włosy.
- Miau... - mój kot domagał się jedzenia.
Najpierw się ubrałam, a po jego wiecznym miauczeniu dałam mu jakiś kawałek mięsa z lodówki, a następnie chwyciłam torebkę.
- Wracam wieczorem - oznajmiłam kotu, po czym wyszłam z domu zamykając pomieszczenie na klucz.
Zeszłam po schodach, stanęłam w holu głównym i wyszłam na zewnątrz. Dzień był nieco chłodny. Na niebie kłębiły się szare chmury zapowiadające deszcz, którego jeszcze nie było. O godzinie ósmej wiał chłodny wiatr, a promienie słońca nie mogły się przebić przez chmury. Moje włosy zwiały mi na twarz, także schowałam je pod bluzkę i kroczyłam przed siebie z torebką w dłoni, na niewysokich obcasach. Po kilku minutowym spacerze weszłam do salonu rzucając torebkę gdzieś w kąt.
- Jak się masz? - przywitał mnie Thomas, u którego miałam tak zwane praktyki. Siedział za biurkiem popijając kawę, oraz trzymając nogi na stole.
- Jak zawsze - odparłam ziewając, po czym zdjęłam buty. Do budynku nagle weszła pierwsza osoba. Nie wyglądała na kogoś, kto chciał tatuaż. Może to były tylko pozory? Albo na prawdę chciała czegoś innego.
<Rhys?>
- Takie agresywne, a takie piękne - odparłam z uśmiechem, jednak nie otrzymałam odpowiedzi. Roślina się nie ruszyła. Odchyliłam się do tyłu, prawie że wypadając z murku, jednak tak naprawdę mogłam sobie wychylać się ile chce, to i tak utrzymam równowagę. A po za tym jeśli spadnę to co?
Burczenie w brzuchu przerwało mój spokój, który zdecydowanie trwał za długą. Strasznie mi się nudziło, więc zaczęłam rozmyślać, no ca by zapolować. Może i cała ziemia jest zainfekowana jakimiś bzdetami, to jednak są jakieś malutkie zwierzaczki jadalne. Przez głód nawet nie zdążyłam się namyśleć, więc tylko zeskoczyłam z cegieł i się rozejrzałam.
- Głodna jestem - powiedziałam zn udawanym smutkiem patrząc na swój brzuch i go głaszcząc. Jak głupia, wróciłam na porośnięty murek i zaczęłam nim kroczyć z ramionami na bokach. Zamknęłam oczy i szłam prosto przed siebie, nie zwracając na to, że w każdej chwili może mnie coś zaatakować. Po chwili poczułam jak moje palce o coś się wplątują i nagle zaczęłam spadać. Wraz z upadkiem z murka usłyszałam czyjś jęk. Musiałam na kimś wylądować.
A w rzeczywistości spadłam z łóżka. Owinięta jak w kokon kołdrą leżałam na ziemi parę minut, gdy nagle do moich uszu nie doszedł dźwięk dzwonka. Nienawidziłam go. Od razu wstałam i się uwolniłam, po cym wyłączyłam budzik wywalając go z biurka. Znowu bateria wypadła, ale się nie stłukł. Patrzyłam na ten przedmiot z ironią w oczach, po czym się rozciągnęłam. Podniosłam przedmiot i go złożyłam. Po postawieniu tego czegoś na miejscu, poszłam do łazienki. Tam nalałam wody do zlewu, w którym leżał Mort. Umyłam twarz i ręce oraz ogarnęłam włosy.
- Miau... - mój kot domagał się jedzenia.
Najpierw się ubrałam, a po jego wiecznym miauczeniu dałam mu jakiś kawałek mięsa z lodówki, a następnie chwyciłam torebkę.
- Wracam wieczorem - oznajmiłam kotu, po czym wyszłam z domu zamykając pomieszczenie na klucz.
Zeszłam po schodach, stanęłam w holu głównym i wyszłam na zewnątrz. Dzień był nieco chłodny. Na niebie kłębiły się szare chmury zapowiadające deszcz, którego jeszcze nie było. O godzinie ósmej wiał chłodny wiatr, a promienie słońca nie mogły się przebić przez chmury. Moje włosy zwiały mi na twarz, także schowałam je pod bluzkę i kroczyłam przed siebie z torebką w dłoni, na niewysokich obcasach. Po kilku minutowym spacerze weszłam do salonu rzucając torebkę gdzieś w kąt.
- Jak się masz? - przywitał mnie Thomas, u którego miałam tak zwane praktyki. Siedział za biurkiem popijając kawę, oraz trzymając nogi na stole.
- Jak zawsze - odparłam ziewając, po czym zdjęłam buty. Do budynku nagle weszła pierwsza osoba. Nie wyglądała na kogoś, kto chciał tatuaż. Może to były tylko pozory? Albo na prawdę chciała czegoś innego.
<Rhys?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)